Nowe doznania

Ten luty zupełnie nie przypominał polskiego przedwiośnia, ze szczękającymi zębami deptania skostniałej ziemi, tudzież zeskrobywania zamarzniętego, zmieszanego z solą piasku z ochlapanej szyby w porannym przenikliwym zimnie... Siedziałem z Ewą na tarasie pewnego pośledniego hotelu, który, choć odległy o zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Trypolisu i mimo że nie posiadał totalnie żadnej łączności ze światem, dzięki wykończeniu swych mozaikowo kafelkowych wnętrz plasował się jednak dość wysoko w naszych kategoriach standardów. Przynajmniej jak na miarę tego, co w życiu widzieliśmy, a pod tym względem, my - odwieczni wagabundzi żyjący na walizkach, zaliczaliśmy obserwacje odstające raczej w drugą, tę bardziej "szemraną" stronę. Całości dodawał pachnącego uroku fakt, iż znajdowaliśmy się w lokalnym zagłębiu tekstylnym, co przekładało się na niebiańsko miękkie i puszyste ręczniki, dywany i kołdry. Co tu robiliśmy? Jak już wspomniałem, nigdy do bogaczy nie należeliśmy, a gdy nasza pozycja zawodowa i wziętość profesji przysporzyła nam nieco więcej gotówki - wpakowaliśmy ją w nieskończony ciągle dom i tamże chwilowo zatrzymaliśmy się. Moja żona stwierdziła tej zimy, że ma już dość tego życia dniem jutrzejszym i obietnicami przyszłej chwały i powiedziała dosłownie, że pier..oli tę polską zimę i chce się wreszcie ogrzać i przeżyć coś niezwykłego, zanim zupełnie skapcaniejemy w naszych wielkich fotelach, których wprawdzie jeszcze nie mieliśmy, ale... Gapiliśmy się więc na wielgachne palmy gnące się pod wpływem ciągnącego od morza wietrzyku, nogi wyciągnęliśmy na balustradę niewielkiego tarasu naszego tymczasowego przybytku. Taras obok nas zasiadła w podobnym (tak nam się przynajmniej wydawało) celu parka podobna (również na oko) do nas: on w wieku lat około 30 stu, ona chyba młodsza, a może po prostu nienaganna sylwetka i nieco lubieżna buzia nadawały jej takie wrażenie... On wyglądał poważnie, nawet nadęcie, powiedziałbym i podzieliłem się tym spostrzeżeniem z Ewą. Ewa spojrzała na nich ukradkiem i zawyrokowała - pewnie parka stomatologów. Ku naszej jeszcze większej konsternacji, wydało mi się, że usłyszałem między słowami strzępki ich rozmowy "Ty w ogóle wiesz, że tu teraz, kurwa, strzelają bez ostrzeżenia w tył głowy?" "Misiaczku, nie wymiękaj. Jest ryzyko - jest zabawa!" i chyba jednak nie było to złudzenie, bo Ewa zachichotała: takie ciacho, a jak przeklina... Spojrzałem na nich ponownie, fakt on był długowłosym ciemnym blondynem z niebieskimi oczami i delikatnym zarostem, co czyniło go greckim Apollinem, przynajmniej. Chwilę później Apollin wraz ze swoją Afrodytą zmierzyli nas wzrokiem i chyba wyczuli intuicją nasz wspólny ród, bo ona wypaliła bez ogródek: O, ładna z was para, jesteście w podróży poślubnej? My?!!! Zatkało nas. My już jesteśmy niemalże starym małżeństwem, zripostowała moja żona. Zabijamy tu małżeńską nudę - dodałem. I zawodową - dowaliła jeszcze Ewa. Nie wiedzieć czemu, zabolało nas to strasznie, może ten bagaż doświadczeń z domem, wywarł na nas niezmazywalne piętno, które miało nam coś jakby dodawać powagi, a tu masz... włożeni między niemalże studentów. Nasza reakcja wzbudziła żywe zainteresowanie tamtych. On spytał, prawie złośliwie, "a co, pracujecie jako doradcy finansowi? A może bankierzy?" Ewa również wyczuła pewną złośliwość, ale ciekawość w epicentrum tego nudnego krajobrazu wzięła górę nad ego i żywo zainteresowała się reakcjami tamtych. Wtedy ja postarałem również dopiec im choć trochę: a wy pewnie z kolei stomatologami szukającymi wrażeń, po oglądaniu cały rok szczerbatych uzębień całej okolicy? Tu pomiarkowałem się, że chyba przesadziłem z takim tekstem do nieznajomych, ale na szczęście wydało się po ich uśmieszkach, że słodzimy sobie tak, ot, dla zabicia tej afrykańskiej nudy, przełamania bezruchu, albo po prostu, żeby nie wyjść z wprawy. "Nie, my jesteśmy adwokatami, spotkamy się w Polsce w kancelarii, zakończył tę licytację on" a ona nie wytrzymała i zaśmiała się lekko przykrywając usta dłonią dla niepoznaki. "Bo w ogóle, to szukamy tu jeleni, żeby ich naciągnąć na kasę i też trochę przygód, a właściwie najlepiej od razu mocnych wrażeń." dokończył "Zajebiście mocnych" dodała Afrodyta. Pociągnąłem drina i poszybowałem myślami do naszego scenariusza swingerskiego, który wymyśliliśmy z Ewą rano leżąc nago w gorącej, od porannego słońca pościeli. Wymyślaliśmy często takie sodomiczne scenariusze, ale do realizacji jakoś nigdy nie było chętnych. Popatrzyłem ukradkiem na Afrodytę. Jej zgrabne uda i idealnie wydepilowane opalone łydki spoczywały na poręczy tarasu ukazując jedną przepisową fałdkę na pośladku, który wychynął z seledynowego stroju. Pełne piersi unosiły się równomiernie oddechem. Były spore, ale harmonizowały idealnie z resztą sylwetki, umięśnionymi ramionami i brzuchem na którym szklił się olejek do opalania... wtem nasze spojrzenia spotkały się, ale umknąłem gałą w te pędy, żeby nie narazić się kancelarii mecenasa Apollina. Skierowałem wzrok na niego, a ten bezczelnie filował pupę mojej żony, która podeszła z e-fajką do poręczy tarasu i wypięła się jak kotka reklamując swój wytrenowany na ściance tyłeczek. Wtedy wstałem, wziąłem ze stojaka arkusz papieru i zacząłem pisać. To co napisałem, okrasiłem rysunkami, żeby nie wyjść z wprawy. Ewa uśmiechnęła się myśląc, że tworzę coś pod natchnieniem, ale ja miałem to już przemyślane. Odwzajemniłem uśmiech i ciężar rozmowy spoczął chwilowo na niej. Nie pamiętam, co odpowiedziała Apollinowi na jego ostatnie zaczepki, grunt, że po kwadransie, kartka była zapisana w całości. Wręczyłem kartkę uroczyście Afrodycie i dodałem szelmowsko: Prawdziwe wrażenia - tylko z naszą firmą. Afrodyta uśmiechnęła się w pierwszej chwili i podziękowała odruchowo, ale po chwili zbladła, pociągnęła Apollina za rękę i zniknęli oboje z tarasu. Ewa wyczuła podstęp i szturchnęła mnie: co im tam napisałeś? Dramat w trzech aktach, zażartowałem. Ewa spojrzała mi w oczy, uśmiech znowu pojawił się na jej buzi, pociągnęła wodnego "dymka" i puściła trochę wodze wyobraźni. Trwało to może z pięć sekund. Oni na to nie pójdą, mało jest ludzi tak swobodnie podchodzących do tych spraw - zawyrokowała. A ja zgodziłem się z nią, bo znała się na ludziach i trzeźwo oceniała takie sytuacje, podczas gdy ja zawsze widziałem rzeczy beletrystycznie. Wiem o tym, ale chciałem ich sprowokować, bo mnie nudzili. Wiesz, że nie znoszę nadęcia przykrywającego dobijającą codzienność i pospolitość. Ja wiem, że ty tak masz - rzekła i objęła mnie za szyję siadając przy tym na kolanach. Ciepło jej ud i pupy wzmogło jeszcze temperaturę w moich slipkach i Ewa wyczuła to, bo zaczęła rytmicznie poruszać się na mnie, jak robiła zawsze, gdy chciała zakomunikować "mam na ciebie ochotę". Chwyciłem ją za ręce i poszliśmy zdecydowanym krokiem w kierunku naszego pokoju. W drzwiach Ewa pocałowała mnie w pewien specyficzny sposób, który zawsze oznaczał "chcę cię objąć nie tylko moimi ramionami i usteczkami". Ciepło przepłynęło przez nasze ciała i już mieliśmy rzucić się na nasze łóżko, gdy usłyszałem szelest w okolicy drzwi. Normalnie nie zwróciłbym na niego uwagi, ale coś mnie tknęło i odsunąłem na moment Ewę, otwarłem drzwi i podniosłem z ziemi różową kartkę z notesu zapisaną po ... polsku. Na kartce widniały słowa: Panie reżyserze - wchodzimy w ten kontrakt. Za 5 minut będziemy na planie. Oniemiałem. Ewa, która zdążyła już zrzucić z siebie fatałaszki poza białą bawełnianą spódniczką spod której właśnie zsuwała majteczki chyba połapała się trochę w tym niemym przekazie, bo spytała tylko, czy dostałem liścik miłosny. Nie do końca - odparłem trochę zmieszany i podałem jej różowy papier. Ewa przebiegła go szybko oczami nie schodząc z tapczanu i widać było, że silna emocja targnęła całym jej ciałem, ale powstrzymała się od słów, tylko wsunęła sobie rączkę pod spódniczkę, jakby chciała sprawdzić, czy jest gotowa na nowe doznania. Ciche westchnienie, które wydały jej usta postawiło mnie na baczność. Spytała dobierając uważnie słowa: czy będę się pieprzyć na twoich oczach? A skąd wiesz, co tam nagryzmoliłem? Znając cię, to poszedłeś na ostro... Zresztą nieważne. Tak jest nawet bardziej podniecająco. Poddam się panu reżyserowi. Jeżeli takie będą wytyczne, to ja nie będę temu ogierowi stawiała zbyt mocnego oporu, ale pamiętaj, że mogę być niesforną aktoreczką i niegrzeczną... Tego pragniesz? Przełknąłem ślinę. Klamka zapadła. Teraz, albo nigdy. Pójdę się przygotować - rzekłem tylko krótko. Wyszedłem na moment odświeżyć się nieco, założyłem luźne bermudy, a jak wyszedłem, moim oczom ukazał się niecodzienny widok. Ewa siedziała na łóżku, a jej nabrzmiałe piersi drażniły wielkie korale, które zatrzymały się akurat na linii sutków. Czy dobrze wyglądam do pierwszego klapsa? Ja ci zaraz dam klapsa, w teatrze nie ma klapsów, dziecko - wypowiedziałem ze sztucznie podtrzymywaną powagą, dokonując ostatniego pociągnięcia maszynką do golenia. Nie minęły dwie minuty, gdy usłyszeliśmy kroki na schodach. Nie rozległo się jednak pukanie do drzwi. Stanęliśmy oboje w porozumiewawczym milczeniu przy drzwiach. Ewa smyrnęła mnie koralami po brzuchu, a następnie podciągnęła spódniczkę i przycisnęła mnie jak w seksie, co jeszcze zwiększyło całe napięcie. Jesteś gotowa na przedstawienie? - spytałem najciszej jak potrafiłem. Wierzę, że będzie ekscytujące - powiedziała prawie bezgłośnie moja żona i otwarła drzwi. Tuż za drzwiami stał Apollin z Afrodytą i to tak blisko, że stając nieoczekiwanie w progu prawie otarłem się o jej piersi. Cztery nasze przyspieszone oddechy zdradzały napiętość całej sytuacji. Wszyscy byliśmy mocno napaleni i nikt z nas nie potrafił tego ukryć, więc ja jako winowajca całego zamieszania, poczułem się w obowiązku i wygłosiłem nieco patetyczne zaproszenie na naszą zaimprowizowaną scenę, częstując gości na wejściu kieliszkiem wina. To było najbardziej nerwowe wino, jakie w życiu wypiłem. W ogóle nie pamiętam jego smaku, ani kiedy opróżniłem cały kieliszek patrzyłem na Afrodytę, jak drżała leciutko, na jej zadarty nosek i opaloną buzię, oraz co chwilę prosto w jej niebieskie oczy (choć była brunetką) i zastanawiałem się co dzieje się teraz wewnątrz jej seledynowych majteczek. Na swoje połyskujące od wody i pachnideł piersi narzucone miała białe muślinowe bolerko kąpielowe, które kiepsko przykrywało to, czego zresztą i tak nie miało ukrywać. Każde z nas stało w jednym z czterech rogów dużego przedpokoju naszego apartamentu, który stopniowo ewoluował w salonik z tarasem, pokój kąpielowy i kącik z naszym łóżeczkiem. Przypomniałem krótko, że nasz kontrakt opiewa na trzy akty wraz z prologiem i epilogiem, z którego prolog będzie polegał na zapoznaniu ze sobą nowych partnerów wedle rzutu każdego z dwojga monetą. Jeżeli wyrzucona zostanie reszka rzucająca osoba zaprezentuje się nowemu partnerowi nago, jeżeli orzeł - pozostanie w ubraniu biernie obserwując. W przypadku dwóch reszek partnerzy będą mogli pozwolić sobie nawet na drobne pieszczoty. Podałem monetę Afrodycie, jako gościowi i do tego płci żeńskiej. Afrodyta wyrzuciła orła i oddała monetę Ewie. Ewa wyrzuciła reszkę i podała Apollinowi, który też wyrzucił reszkę. Na końcu reszkę wyrzuciłem ja. Staliśmy przez chwilę w konsternacji, oni spojrzeli pytająco na mnie, lecz me myśli umknęły na sekundę w przestworza abstrakcyjno probabilistyczne nacechowane niewielką emocją spowodowaną przez wynik, z którego nie byłem do końca kontent. To wystarczyło, by sprawy potoczyły się same bez mojej kontroli. Ewa zdjęła korale, a następnie zsunęła swoją białą mini spódniczkę. Apollin nie odrywając wzroku od jej kocich ruchów, zdjął swoje kąpielówki. Wtedy Ewa rzuciwszy mi krótkie, wydawało mi się ironiczne odrobinkę spojrzenie, powiedziała "no to bawcie się ładnie" wykonała pierwszy krok w stronę Apollina, jakby dając sygnał do całej zabawy, zakomunikowałą swoim odsłoniętym wygolonym wzgórkiem przeciętym minimalną dziewczęcą kreseczką skrywającym masę wygłodniałego gorąca, że teraz już sprawy zaszły za daleko i musi się stać to, na co wszyscy w porywie szaleństwa przystaliśmy. Cała Ewa, ja zawsze miałem wszystko przemyślane, zbadane, obliczone, uzgodnione, a ona po prostu podeszła do Apollina, który swoją pełną gotowość pokazał nam przed momentem, zbliżyła do niego swoją wygłodniałą cipkę, nacisnęła stópką jego stopę, chwyciła jak dużego chłopca za rękę i pociągnęła do części sypialnianej, zasuwając przy tym drugą ręką zasłonę, która wisiała w poprzek u sufitu, a na koniec szepnęła mi, by wyrwać mnie z oniemienia: a wy na co czekacie? Bierzcie się do roboty! Zniknęli za zasłoną, wówczas ja pomny wyniku zsunąłem swoje bermudy na oczach uważnie przyglądającej mi się Afrodyty. Zza zasłony wydawało mi się, że usłyszałem serię cichych pocałunków i puściłem wodze fantacji, czyje usteczka zetknęły się z czyją częścią ciała.. Ja też byłem już gotowy i Afrodyta na ten moment wyraźnie czekała. Czułem się trochę jak u pani doktor, ale ta myśl tylko podnieciła mnie dodatkowo, bo z pacjenta za chwilę miałem przeistoczyć się w poskramiacza jej wysublimowanych pożądań, zresztą wstydzić się w dowolnym stanie nie miałem czego, chyba, że wychodząc z przerębli, ale wtedy Afrodyty zapewne nie byłoby koło mnie. Staliśmy teraz koło wanny, gdzie pociągnęła mnie Afrodyta i kucając oswobodziła mnie z moich spodenek. Poczułem ostry dotyk jej srebnej biżuterii na wysmukłych dłoniach. Afrodyta spojrzała na mojego penisa, westchnęła i powiedziała patrząc mi głęboko w oczy: będzie... ciasno... W pierwszej chwili wziąłem to za przejaw realnej obawy, więc odezwałem się niepotrzebnie szybko, że "nie wierzę, że się nie da", na co Afrodycie wypłynął na jej opaloną buzię lubieżny uśmieszek, dotknęła paluszkiem mojej dolnej wargi (co było ewidentnie poza kontraktem) i szepnęła mi usteczkami prosto w moje usta: NIE TAM.... no bo chyba nie marnujesz naszego czasu poświęconego na wrażenia na próżno? Fala gorąca spłynęła po mnie całym i musiałem się zarumienić na policzkach, bo Afrodyta wyjęła mi z ręki monetę rzuciła nią niedbale, przestawiła na reszkę, zrzuciła swoje seledynowe majteczki i weszła do wanny pupę wypinając w moją stronę. "Zresztą sam zobacz, nasz reżyserze!". Podniosła olejek do opalania, wycisnęła sobie odrobinę na paluszek, następnie wypięła się w moim kierunku, że widziałem jej różowiutkie wargi ginące w czarnych kędziorkach, fałdę skórki i to, co było dalej umazane olejkiem. Ale, ponieważ na razie nie można, to przetestujemy cię inaczej. Usiadła pupą na wannie, odgięła się do tyłu, zrzuciła bolerko, polałała swoje piersi olejkiem, chwilę je masowała, a następnie przyciągnęła mnie do siebie i przycisnęła mojego penisa do swoich krągłych cycuszków. Zacząłem poruszać się w nich, gładziuchno, szok, jeszcze przed pół godziny chyba obca kobieta, tymczasem na fali tego szaleństwa wszedłem z nią w nader intymny kontakt... Co będzie dalej? Moje rozmyślania przerwała Ewa, która weszła do nas razem z Apollinem i spytała zdziwiona: a wy co tutaj urządzacie za orgie poza konkursem? Skoro tak, to my też. Po czym bezceremonialnie wypięła się do mnie pupą, a następnie chwyciła rączką penisa Apollina, owinęła języczkiem i wzięła głęboko do ust. Apollin westchnął, wsunął jej ręce we włosy i usiadł na wannie. Postanowiłem od razu przejść do aktu drugiego. Przykucnąłem, chwyciłem za pupę mojej żony i wjechałem w jej różową dziurkę zdecydowanie i głęboko. Śliska była i mokra i kto wie, czy nie z powodu, że już czyjeś paluszki jej dzisiaj nie spenetrowały. Zaczęło się ostro, rżnąłem teraz wygłodniałą cipkę Ewy, a Afrodyta patrzyła i tylko czekała na dogodny moment. Zrobiłem to tak zdecydowanie, że nie minęły trzy sekundy, a stanęła nade mną, zaczęła całować się namiętnie z Apollinem, ale wiedziałem, że jej dziureczki szukają chciwie mojego języczka. Omiotłem nim spragnioną szparkę naszej czarnulki i impuls ten przeszedł aż na jej języczek, a stamtąd dalej, aż zaczął krążyć po naszym dziwnym czworokącie, raz w tę, raz z powrotem. Po chwili, gdy Afrodyta zaczęła niepokojąco głośno pojękiwać, położyłem je obie na dywaniku i odwróciłem się. Miziałem teraz cipkę mojej żony, a kutasem wjechałem w Afrodytę. Ewa odróciła się na moment i szepnęła niby-złośliwie: jak smakuje ona niewygolona?... Jak lizak spod szafy - odciąłem się. Droczyliśmy się i "karaliśmy" nawzajem. Znowu wjechałem w Ewę, Afrodyta wspięłą się na nią szukając tym razem moich ust, a Apollin wjechał na ostro w jej cipkę. Zrobił to akurat w momencie, gdy nasze języczki zetknęły się i jeszcze w dodatku Ewa użyła swoich paluszków na jej i tak już oszalałej łechtaczce. Afrodyta pisnęła do mnie, jakby się dusiła i przestała mnie całować, tylko krzyczała już głośno, że bałem się, że cały hotel się zbiegnie i ukamienują nas za tę sodomę na dziedzińcu. Nie pamiętam, jak to zrobiłem, ale przerwałem to czworokątne szaleństwo, bo skończylibyśmy wszyscy przedwcześnie i nie byłoby trzeciego aktu. Po dłuższej chwili staliśmy znowu naprzeciw siebie jak na początku, z tą tylko różnicą, że patrzyliśmy teraz na siebie jak dzikie zwierzęta, na swoje nabrzmiałe kutasy, na czerwone cipki, łapaliśmy swoje obłędne spojrzenia. Ten element przerwy był niesamowity. Niby znowu jak wcześniej, ale już zupełnie na innej stopie znajomości... Teraz będą wybierać dziewczynki zakomenderowałem, reszka to ja, orzeł - nasz blond kolega. Usiedliśmy na kanapie z naprężonymi męskościami, a dziewczyny rzucały. Chyba mnie trochę orżnęły, dosłownie i w przenośni, bo w porozumieniu rzuciły się obie na apollina, któremu wcześniej zawiązały oczy. Ewa usiadła mu na brzuchu i polizała języczkiem, zbliżyła cipkę, ale nie usiadła, tylko zaczęła go całować. Usiadła z drugiej strony za to Afrodyta i zaczęła rytmicznie poruszać pupą. Patrzyłem na to wszystko i zastanawiałem się, co będzie, gdy zmieni się kolejka. Lecz kolejka nie zmieniła się, za to Afrodyta wzięła się teraz za klejnoty Apollina, a moja żona, nie przestając go całować, objęła go swoją cipką i zaczęła rytmicznie, coraz szybciej podskakiwać. Po chwili jednak przestała i obie udały się do łazienki, po żelik. Apollin dał mi chustę, którą zawiązałem sobie oczy. Nie widziałem teraz która z dziewczyn zachodzi mnie z której strony, czułem tylko ich zapachy i bijące gorąco. Najpierw zatopiłem się w jednej, potem po kilku smyrnięciach języczkiem w drugiej, zmieniły się tak kilka razy, aż w pewnym momencie usłyszałem krótkie "mogę?" i po chwili któraś mała rączka przytrzymała mnie i nacisnęła pupą, aż ześlizgnąłem się, ale rączka mnie nie puściła i po chwili znalazłem się tam gdzie było ciasno, bardzo ciasno... W tym samym momencie usłyszałem płaczliwy jęk Afrodyty, który stawał się coraz głośniejszy. Moja żona szepnęła mi do ucha "ja też chcę" po czym przyłożyła się języczkiem do tego wulkanu gorąca, a pupą do mojej buzi. Zacząłem lizać jej łechtaczkę i teraz wzdychały obie. Apollin rozwarł Afrodycie nóżki i wszedł w nią od przodu. Zrobiło się teraz naprawdę ciasno, ale Afrodyta była już tak mokra i oszalała, że naciskała tylko mocniej i mocniej. Ja z każdym jej ruchem coraz szybciej wywijałem języczkiem i moja żona zaczynała wić się w spazmach już prawie jak Afrodyta. Nagle Afrodyta uniosła brzuszek, jakby chciała się oswobodzić, zadrżała przez moment, westchnęła cicho, a przez jej buzię przemknął grymas szalonej, pomieszanej z bezwolnością rozkoszy i opadła na nas bez życia. Ewa widząc wijącą się w spazmach Afrodytę, przymknęła oczy i chwyciła rączką moje paluszki, które włożyła sobie w swoje różowości, by po chwili rozewrzeć usteczka w cichym jęku, później głośniejszym i jeszcze, pomieszanym z gwałtownym biciem serca. Teraz ja nie wytrzymałem i eksplodowałem w Afrodytę. Chwilę potem zrobił to Apollo, ale tak gwałtownie, że prawie dobił swoją połowę, bo zwiesiła bezwładnie głowę i ręce z łóżka, ale wyraz jej oczu mógł się powtórzyć chyba tylko wtedy, gdyby natychmiast do hotelu wkroczyli arabscy rebelianci i ustawli nas wszystkich pod ścianą. Tak się jednak nie stało za to nasi kontraktorzy równie nagle jak się pojawili, to znikli i nawet nie dowiedzieliśmy, jak się nazywali i czy nie wpadli w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu szukając jeszcze bardziej dzikich wrażeń w tych dzikich rejonach.

© Wojciech Marchaj 2005    Powered by Free Site Templates


Podoba Ci któraś z powyższych stron? Chciałbyś mieć podobną? Zrobię taką stronę dla Ciebie!