Wakacje w Gdyni

To była jakoś końcówka sierpnia, letni żar lał się z nieba, a my uderzyliśmy do centrum Gdyni na zakupy. Byliśmy z Anią przyjaciółmi jeszcze z czasu liceum, a teraz po wszystkich naszych perturbacjach życiowych zostaliśmy partnerami od... zabaw różnych. Nie będę może wnikał w szczegóły tej osobliwej relacji, grunt, że po poranku, w którym przećwiczyliśmy najrozmaitsze figury, postanowiliśmy się trochę przewietrzyć, skorzystać z być może ostatnich dni ładnej pogody, a na pewno ostatnich dni naszego pobytu tutaj i wyskoczyć na miasto. Ania w takich sytuacjach kupowała mi to, co jej się podobało, a ja, jako że nie przywiązywałem nigdy specjalnej wagi do swojego stylu, kupowałem jej to, co jej się podobało. Czyli ja byłem "pantoflarzem" w naszym mocno szemranym niby-małżeństwie, ale pomysły Ani były mi na tyle w smak, że zupełnie zdawałem się na jej gusta. Po niedługim rajdzie po sklepach wylądowaliśmy w okolicach mariny. Był poniedziałek późne popołudnie i pustawo na ulicach. Młodzież szkolna zapakowała się w pociągi minionego weekendu, wczasowicze do samochodów, bo prognozy na nadchodzący tydzień były nienajlepsze, a studenci widać też mieli co innego do roboty, niż siedzieć za kilka dni w tym naszym nadmorskim kurorcie pod parasolem.
Przysiedliśmy koło budki z hot-dogami. Z początku myślałem, że to smakowity zapach przywabił Anię tutaj, ale po krótkiej chwili i ja zwróciłem uwagę na uroczą dziewczynę, która obsługiwała ten interes. Miała czarną bluzeczkę opinającą kształtne, krągłe piersi oraz czarną mini spódniczkę, która podskakiwała w rytm krzątaniny właścicielki odsłaniając niezwykle zgrabne opalone nóżki, a momentami nawet i pośladeczki. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę na murku poniżej, plecami do niej i Ania chyba namyślała się w duchu, bo zaczęła mnie zagadywać pokazując na przycumowane jachty i jakichś nowobogackich durniów, co wrzeszczeli na pochylni. Uśmiałem się zdrowo, widząc jak wraz z końcem sezonu cała masa tych bubków próbuje w nieziemskim ferworze wyszarpać przez jedną małą i do tego chyba nawet trochę przegnitą pochylnię te swoje mega lanserskie jachciki o mocno przesadzonych chrzczeniach: czarna perła, rekin atlantyku, i tym podobne. Chichraliśmy sie tak dłuższą chwilę i ta dziewczyna chyba zwróciła na nas uwagę, bo ludzi tam za wielu nie było, a co jakiś czas spoglądała na nas zza automatu do kawy. Ania wpadła w niezłą głupawkę, która przerodziła się chyba w coś zgoła odmiennego, bo wydęła wargi, popatrzyła mi z bliska w oczy i nagle spytała: a gdybym tak kupiła ci tę dziewczynkę? Zwariowałaś odparłem. Przecież ona tu w pracy jest. Zresztą nawet cię na nią by pewnie nie było stać, po naszych dzisiejszych szaleństwach. Ania udała, że zagląda do portmonetki, w której walało się już tylko kilka drobnych i zaśmiała się...
Pokaż, co ty masz. Ja z kolei dyskretnie udałem, że rozpinam pasek. Idioto! Pokaż, ile masz kasy. Ja nie miałem wiele więcej, więc wyszło, że starczy nam tylko na półtora hotdoga. No to wtopa - pomyślałem. Ale w duchu i tak wiedziałem, że "jakoś to będzie", bo zawsze jakoś to było i nie z takich "opresji" wychodziliśmy obronną ręką. Zwłaszcza z jej nieposkromioną fantazją. Ale pamiętaj, ty być może będziesz musiał kupić coś mi. Stoi - odparłem automatycznie, znając jej nieposkromiony seksualny temperament. Już? Ty napaleńcu! Zaśmiała się i udała, że daje mi klapsa. Podeszliśmy razem i zacząłem ostrożnie rozmowę. Kamila, bo tak miała ona na imię, okazała się być na szczęście rozmowna i wyszło, że jest dorabiającą studentką i właśnie dzisiaj kończyła pracę, bo jak się nam wyżaliła, szef "zwija interes" ze względu na kiepskie obroty. Chciała pracować jeszcze przez wrzesień, ale nic z tego nie wyszło, no i będzie musiała poszukać sobie szybko czegoś innego. My zagraliśmy na parę znajomych, co się tutaj przypadkiem spotkali i mają trochę wolnego czasu do zabicia. Ania wcinała zamówionego hotdoga i pletliśmy tak trzy po trzy o tym i o owym. Całkiem fajnie nam się zresztą rozmawiało. Przez cały czas Ania grała rozkojarzoną trzpiotkę, ale ja od razu spostrzegłem, że obserwuje nas bacznie. Ja byłem Kamilą nieźle podkręcony, ale ja to ja, nie o to chodziło, Anię bardziej interesowało, czy podobam się Kamili. Na szczęście przynęta (w mojej osobie rzecz jasna) chwyciła i Kamila zerkała też ukradkiem na mnie, na moją kraciastą niebieską koszulę, na zblondziałe od słońca włosy, brwi i czasem też prosto w niebieskie oczy...
Kamila po jakimś czasie ogarniania tego przybytku zreflektowała się: może tobie też zrobić... Eeee, szczerze mówiąc, zacząłem wić się jak piskorz wyciągnąwszy drobne z kieszeni, ale z opresji wyratowała mnie Kamila mówiąc, że i tak to wszystko pójdzie zaraz do wyrzucenia, bo zwija interes, więc żebym się kasą nie martwił. Ania wtrąciła zaraz przewrotnie: On jest masażystą z zawodu, będzie ci się miał jak odwdzięczyć, bo na pewno bolą cię nogi po całym dniu tutaj. Miesiącu - sprostowała Kamila. Zawsze do usług - odparłem trochę zbyt szarmancko, ale zaraz rozmowa zeszła na inny temat.
Gdy Kamila ogarnęła bufet siedliśmy we troje na naszym murki i korzystaliśmy z ciepłych promieni zachodzącego słońca, patrząc razem na odpływające i przypływające jachty. Kamila wyciągnęła się na murku leżąc na brzuchu i poprosiła: to pomasuj mnie faktycznie trochę, jak jesteś w tym taki dobry... Wstałem i opłukałem ręce pod pobliskim prysznicem i wróciłem by przystąpić do dzieła. Ręce miałem trochę wilgotne i zimne, więc Kamila drgnęła w pierwszej chwili, ale zaraz się uspokoiła i westchnęła, że takie zimne są bardzo fajne i żebym się nie krępował. Zacząłem krążyć po jej łydkach, udach i czasem niby mimowolnie zahaczałem o jej pośladek sprawdzając czujnie reakcje. Ale żadnych nieoczekiwanych reakcji nie było. Z początku myślałem, że to przez zmęczenie i rezygnację, ale szybko połapałem się, że nie do końca... Kamila przymknęła oczy, a jej ciało pulsowało w rytm moich ruchów, jakby chciała zgrać się ze mną w tańcu. Trwało to dłuższą chwilę i w pewnym momencie jest kusa spódniczka w ogóle poderwana została podmuchem wietrzyku i opadła na lędźwie. Urocze krągłe pośladeczki patrzyły teraz na mnie i zaryzykowałem odważniejszy ruch ręką. Kamila znowu westchnęła, ale zamiast zaprotestować leniwie wyszeptała: jesteś pewny, że tam są jeszcze nogi? I zaśmiała się przewrotnie. Spojrzałem porozumiewawczo na Anię, ale ta nie spojrzała w moją stronę, tylko patrzyła dalej na zatokę. Jedyne co, to uśmiechnęła się lekko i zaczęła szukać czegoś w torebce. W pewnym momencie jakiś bubek wytargał swoją łódź wiekim pickupem i poprosił nas, żebyśmy mu zrobili pamiątkowe zdjęcie ze swoją niunią. Ania uśmiechnęła się uśmiechem roboczym nr 2 i wstała z murka biorąc od typa aparat. Odeszła od nas kilka kroków, później cofnęła się jeszcze trochę, bo jego wspaniały zaprzęg ni cholery nie mieścił się w kadrze, a to on miał być, jak wywnioskowaliśmy, przedmiotem zdjęcia. Gdy Ania odsunęła się na odległość głosu, Kamila odwróciła się buzią do mnie, zawahała przez chwilę i zapytała: Ania to twoja dziewczyna? Nie, nie zaprotestowałem może zbyt gwałtownie. Stara znajoma z liceum. Spotkaliśmy się tutaj dwa dni temu. A tak w ogóle to ja nie mam dziewczyny - palnąłem już zupełnie z głupia frant. Kamilę ta moja raptowna szczerość przyprawiła o niezły ubaw, bo roześmiała się na głos, aż Ania się odwróciła, oddała batonowi aparat i zawołała w naszą stronę: widzę, że się tam dobrze beze mnie bawicie!
Gdy już siedzieliśmy znowu razem Kamila stwierdziła: mój szef pewnie też by tak chciał jak ten kolo, ale na razie to chyba musi zap...alać jak i ja. Wiecie co, muszę mu odnieść klucze do 18-tej, do biura. Ale to niedaleko, możecie pójść ze mną.
Zebraliśmy się i pomaszerowali razem z Kamilą na pobliską ulicę Abrahama. Po drewnianych schodach weszliśmy na poddasze niewielkiego budyneczku, który pamiętał pewnie jeszcze Kwiatkowskiego, a następnie przez niskie drzwi do biura. Za biurkiem na fotelu prezesa stukając w klawiaturę siedział niewysoki, ale postawny gość, z niewielkim, ale zadbanym zarostem. Kamila, czy interes zamknięty i posprzątany? Tak. A cóż to za goście? To moi znajomi... Szukamy pracy w Gdyni - wypaliła ni z tąd ni z owąd Ania. Oniemiałem. Gość podniósł swoje piękne oczy w oprawie przystojnego bruneta znad monitora i wycedził powstrzymując rozbawienie: we wrześniu w tym niby kurorcie to tylko wiatrem i niemieckimi emerytami zawiewa. A ci, jak wiadomo, hotdogów nie jedzą.
Ania szturchnęła dyskretnie Kamilę: chcesz pracować tu jeszcze miesiąc? - Jasne, ale - odparła Kamila trochę zmieszana. - To musisz mi trochę pomóc. Następnie popatrzyła na bruneta jak na ładną zabaweczkę, wysunęła na moment koniuszek języczka, usiadła mu na biurku nachylając się w jego stronę dekoltem (a piersi miała przecudne) i powiedziała bardzo powoli: ale ja naprawdę umiem wkładać gorącą paróweczkę w gorącą bułeczkę... Atmosfera była już i tak mocno przegrzana, więc podejrzewam, że ostatni gest - Ania zsunęła spodenki i usiadła na skraju biurka w samych majteczkach - nie był już potrzebny. Szefu wstał i widać było jak przez jego materiałowe spodnie w kant próbuje przebić się wielka lanca. Ania wstała, zsunęła z pupy majteczki do połowy pośladka i mrugnęła na Kamilę. Ta podeszła niepewnie, ale Ania chwyciła ją za ręce i zaczęła namiętnie całować. Kamila zaczęła drżeć na całym ciele, jej ruchy z niepewnych stały się kocie. Ocierała kolanem o kolano, a ja siedząc na skórzanej sofie przypatrywałem się jej tańczącym pośladkom i majteczkom pod podskakującą czarną miniówą. Szefu patrzył na nie przez chwilę, ale nie trwało to długo, bo Ania wolną ręką rozpięła mu spodenki i podała gumkę. Nie trwało to minuty, gdy zaczął na ostro pieprzyć Anię. Widziałem już ją w różnych intymnych sytuacjach, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Patrzyłem na jej małą, zgrabną pupcię, jak zgniata ją jakiś ogier, jak dotyka ją po ramionach Kamila. Podkręciło mnie to na maksa, ale czekałem. Obserwowaliśmy Kamilę. Ta również patrzyła z niedowierzaniem na ten ostry seks Ani i bruneta, który przed chwilą wydawał jej polecenia służbowe i widzieliśmy, jak ociera o siebie swoje nóżki, lecz tylko podejrzewaliśmy, co dzieje się w jej majteczkach. Wtem Kamila otwarła usta, jakby chciała coś powiedzieć. Drgnęliśmy oboje i ona to zauważyła, stropiła się trochę, ale w tym samym momencie ruchy bruneta stały się szybsze, Kamila westchęła i wypaliła już bez żadnych hamulców odwracając się do mnie: A co z twoją paróweczką? Przecież też chcesz dostać tę pracę? Ja popatrzyłem w jej oczy, odczekawszy jeszcze chwileczkę, ale nie musiałem już niczego ukrywać. Byłem napalony jak martenowski piec. "Możesz skorzystać z mojej... BUŁECZKI" - wyrecytowała rozpalona. W kilka sekund założyłem gumkę, z nabożeństwem zsunąłem jej czarne stringi i powoli wszedłem w jej ciasną szparkę studentki. Lekki grymas przebiegł buzię Kamili, przymknęła oczy, lecz po chwili westchnęła z rozkoszy, a jej pupa zaczęła rytmicznie przyciskać się do moich ud. To było coś cudownego. Ania objęła ją za ramiona i zaczęły całować się znowu, najpierw delikatnie, ale ja czułem z każdym jej ruchem, że ta delikatność przeradza sie w coś coraz bardziej szalonego, suczego i lubieżnego. Po chwili nie były w stanie już się całować, tylko zaparły się obie na biurku patrząc sobie w oczy jak dwie kocice. Rżnęliśmy teraz razem te ich dwie smakowite pupcie, aż podskakiwały im ubranka, Kamili spódniczka, a Ani bluzeczka. Pierwsza nie wytrzymała Kamila, spazm targnął jej bioderkami, chwyciła moje ręce i włożyła sobie szybko pod bluzeczkę, gdzie poczułem dwa krągłe jabłuszka z twardymi muszkami. Nie wytrzymałem, strzeliłem w jej cipkę z taką dynamiką, że aż się przeraziłem o gumkę. Chwilę później doszli Ania z brunetem.
Suma sumarum pracę dostaliśmy wszyscy, ale w obawie, żeby brunet nie poszedł z torbami i dorobił się kiedyś tego swojego jachtu my podziękowaliśmy, jednocześnie odbierając zapewnienie, że Kamila wcieli naszą "nową strategię marketingową" w pozostały miesiąc przed rozpoczęciem roku akademickiego. Od tamtej pory ilekroć jestem w Gdyni, nie mogę się oprzeć by nie schrupać na bulwarze jakiejś bułeczki. Oczywiście z tatarskim sosem.

© Wojciech Marchaj 2005    Powered by Free Site Templates


Podoba Ci któraś z powyższych stron? Chciałbyś mieć podobną? Zrobię taką stronę dla Ciebie!