Ostatni do raju

Było to któreś lutowe popołudnie, dnia, którego nie zapamiętałem zbyt dobrze, oprócz rozwodu, który weń miałem i tego, że przebrzmiewała już pierwszymi ciepłymi frontami przedwiośnia zła zima, która nie przyniosła nic poza narastającą melancholią i wyczerpaniem zapasów opału i pieniędzy w mym szklanym domu. I choć z praktycznego punktu widzenia mógłbym tak po spartańsku przezimować i do samego lata, to jednak ideologicznie zasłużyłem już na jakąś jakościową zmianę, stare, zatęchłe myśli wymagały nieco przewietrzenia, a czekające i psujące się w zaduchu starych przyzwyczajeń nowe wspanialsze o cały jakościowy poziom przeżycia, przemykały chyłkiem gdzieś może o pareset kilometrów stąd. Nie mogłem na to pozwolić i świadom niewielkiej, albo znikomej tęsknoty tych kilku życzliwych mi osób z mojego niezbyt sprawdzonego, bo nie wiadomo już który raz odświeżonego otoczenia, powziąłem decyzję o wyjeździe. Dobry zawód, przetłumaczone naprędce CV, luka na rynku, dwie wycieczki samolotem, dopełniły klarującego się obrazu. Odkurzyłem zabrudzonego wielomiesięcznym kurzem ocalonego od polskich dziur i soli 3 litrowca, który stał sobie w garażu nie warty sprzedaży do żyda, a jednak nie noszący na sobie znamion (innych niż prawne) defektów. Kilka butelek alkoholu z piwnicy, trochę polskich słodyczy dla nakarmienia łakomstwa i oto jechałem naszą prowincjonalną drogą ku granicy. Dzień miał się już ku zachodowi, albowiem chciałem dopełnić jeszcze kilku rytualnych pożegnań, już nawet nie tyle z przebrzydłą polską biurokracją i nieskrywaną pogardą dla człowieka, ale raczej spojrzeć w te kilka par oczu, które nie do końca wydawały mi się odkryte i w których żywiłem jeszcze próżne nadzieje nie wiadomo właściwie w tym plastikowym świecie na co, kochanek tych rzeczywistych i potencjalnych, pani z HRow, które zawsze są ładne i ciągle zajęte korporacyjnymi sprawami, gówno ważnymi z punktu widzenia prostego szczęśliwego życia i kilku pięknych nieznajomych, z którymi na pewno umówiłbym się wkrótce na kawę lub naleśniki. Nic to jednak nie dało, więc wraz z mroźnym powietrzem świszczącym w skrórzanym w końcu dachu spokojnie pozwalałem wywiać mu i te resztki punktów zaczepienia tu w kraju z mej trzeźwiejącej wiosennie i mentalnie głowy. Pośpiechu nie było, dziś chciałem podjechać tylko niespiesznie pod granicę, by jutro ruszyć już z porannym słońcem równiutką jak stół niemiecką autostradą. Do granicy nie dojechałem, bo ucisk na elektryczne nerwy w desce rozdzielczej mego Le Chrystusa spowodował zawroty głowy i mroczki przed światłami, co przy nadchodzącym zmierzchu zmusiło mnie do znalezienia punktu G i połaskotania długopisem, w efekcie końcowym jednak do zatrzymania się w przydrożnym zajeździe, miast u kolegi na ziemiach już typowo odzyskanych. Wysiadłszy z samochodu w stanie już zupełnego upojenia wieczorem i dystansu do problemów błahych poczyniwszy pięć kroków ku wejściu stanałem twarzą w twarz z trzema parami niewieścich oczu świdrujących mnie już zupełnie po męsku, tzn. bez krępacji i skrywanej za rzekomym wstydem pogardy dla nieznanego, charakterystycznej dla młodych kobiet na tych wszystkich szarych i zimowych ulicach w minionym, ponurym kwartale. Chwila ta trwała za długo, za długo jak na konwenanse, za długo jak na faceta, który w skórzanej kurtce wysiadł z dwudziestoletniego, acz sportowego samochodu, za długo jak na trzy autostopowiczki jadące choćby i w tym samym kierunku. Going to Munchen?... wypaliła wreszcie jedna z nich akcentem raczej nie anglosaskim, zdradzając narodowość niewiadomego południka i równoleżnika, ale jakie to miało w sumie znaczenie. Im dziwniej tym lepiej, stało się od pewnego czasu moją dewizą. Niemry nudne, Brytyjki brzydkie, Francuzki i Czeszki tylko we Francji i Czechach w samochodach Francuzów i Czechów, porażka... Patrzyłem przez me skołowane jeszcze ostatnią wielomiesięczną tyradą w PL oczy i tak od buzi pierwszej, nieco czekoladowej spotykając jej przenikliwe chyba o dziwo niebieskie głębokie oczy, po drugą kasztanową i jej przenikliwe, pytające oczęta, po blond krągłości ostatniej, słodkie usta i łagodne ślepka, które obiecywały coś grubo więcej niż łagodne przytulanki, to zaś na powrót w odwrotnej kolejności. Nurnberg via Berlin... powiedziałem zdając sobie jednocześnie z daleko idących konsekwencji tych trzech słów, które jednak, co dotarło do mnie dopiero po paru sekundach i jeszcze ze dwóch turach egzaminacji tej anielskiej trójeczki, otwierały przede mną bramy czegoś więcej niż łechcącej przez sekundy przyjemności udanego flirtu z nieznajomą przed chwilą kobietą... - But I am staying here for the night - dokończyłem. Marika, Suzi, and me, Gege - wyrwała się moja kasztanowa rozmówczyni, że poczułem zapach jej gumy balonowej głęboko w nozdrzach, co w trybie pięciosekundowym zwiększyło mi tętno przysparzając ostrego mrowienia w klatce piersiowej - we are staying with You. Na te słowa czekoladka rzuciła swoją sportową torbę tam gdzie stała i weszła do środka. Ja odprowadzając ją wzrokiem usłyszałem tylko od kasztanka: be so kind and take her bag. Błagalnym wzrokiem wpajanej przez lata dzieciństwa błędnie pojętej czystości ciała i ducha spojrzałem na blondi a w jej ciepłych świdrujących błogo i pieszczotliwie oczach ujrzałem bezmiar szkód wyrządzonych na mojej miotającej się teraz rozpaczliwie, spierdolonej przez kłamliwe, wpojone na tyłach parafii w pokrytej linoleum salce katechetycznej, z gruntu zwyrodniałe wyobrażenia o tym, czym jest kobiece ciało i jak należy się z nim obchodzić. Nie pamiętam ile trwał ten proces odmrażania, ale stan drżenia atomów osiągnięty przy jego końcu sprawiał wrażenie, jakby kostka lodu pozostała w szklance dopitego whisky rozpuszczona została wiązką lasera... Po tejże chwili stałem spokojnie wyprostowany tym nagłym za sprawą czuwającej nade mną Opatrzności Amen zastrzykiem madrości życiowej w holu tego wykończonego z tandetnym rozmachem wsiowego zajazdu na czerwonym dywanie pamiętającym jeszcze czasy Pewexu z trzema czarodziejkami z innej planety z których dwie dotykały mnie rączkami z obu stron, a trzecia, Mariko zwinnym ruchem przekręcała kluczyk w zamku pokoju na końcu pustego oczywiście o tej zapyziałej porze roku "obiektu noclegowego". Dziewczyny, jako że nie wydawały się podróżować ze zbędnym bagażem ograniczyły się do rozebrania z grubszych ciuchów, Mariko tylko zrzuciła wszystko do różowych majteczek i białej przepaski na piersiach, którą najwyraźniej używała zamiast stanika i oznajmiła, że idzie poddać się wieczornej toalecie i czy będę jej towarzyszył. Gege stanęła tyłem do mnie, a przodem do okna i z wyraźnym wyrazem ulgi rozpięła włosy, natomiast Suzi świdrowała mnie swoim upajającym wzrokiem jak tam na dole, a na dopełnienie tego wszystkiego rękaw jej bluzki specjalnie chyba rozcięty odsłaniał subtelność jej chudej rączki. Przeraziłem się swojej niezdarności i tego że kobieta patrzy na mnie w tak nieskrępowany sposób, biorąc mnie z niewyobrażalną pewnością wzrokiem, pokazując całym swoim ciałem i wzrokiem i przyrodą posłuszną jej wokół, że dziś będziesz mój i żadna boska siła nie pozwoli, by Twoje głupie rozterki sprawiły, by było inaczej. Ona to chyba wyczuła, bo uśmiechnęła się pobłażliwie, a ja jak zahipnotyzowany wyszedłem posłusznie za Mariko niby osłonić ją przed potencjalnym spojrzeniem śliniących się na korytarzu wąsatych Mietków, choć wiadomo było, że to ja byłem przedmiotem specjalnej troski, co nie dotarło do mnie jeszcze dostatecznie mocno. Mariko zaprowadziła mnie nie wiedzieć czemu do męskiej łazienki stanęła oparta o pisuar, podniosła jedno kolano i przybrała wyczekującą pozycję. Zamarłem. Siusiu, ząbki i spać, powiedziała rozkazująco. Mój wzrok powędrował na jej kształtny czekoladowy brzuszek, idealnie wginające się w łuk uda młodej dziewczyny, której nieobcy jest wysiłek fizyczny i oczywiście na wzgórek łonowy skryty pod dwiema fałdkami różowych elastycznych majteczek. Mariko kiwnęła się wyczekująco odbijając pupą od ściany, co wydało lekkie plaśnięcie. To wystarczyło, żeby moja pozostająca do tej pory w uśpieniu pała stwardniała i podniosła się na tyle, żeby już nie móc się komfortowo wysikać do pisuaru. Grzecznie rozpiąłem jednak rozporek, zsunąłem majteczki, na co Marika podeszła do mnie wolniutko nie spuszczając wzroku na dół, przycisnęła się do mej bluzy swoimi skrytymi za białą przepaską piersiami, jej majteczki zetknęły się przez moment z moim penisem, udo objęło mnie za moje czarne sztruksy i po chwili poczułem delikatny uścisk czekoladowych rączek na mojej szyi, cudowny zapach czarnych jak smoła włosków, niebieskie oczka zgasły pod powiekami, a gorąco jej ust rozlało się po moich... Teraz to ja byłem oparty o ścianę, bez bluzy, a całe jej brązowe ciało stykało się z moim, ręce ściskały mnie niewinnie, słabiutko, a jednak byliśmy totalnie ze sobą zwarci, tak blisko i tak gorąco, jak sam bym jej nie chwycił, a może to tylko tak mi się zdawało... Marika zdjęła mi spodenki i majteczki zaprowadziła pod prysznic, gdzie rozpięła przepaskę z piersi, odkręciła wodę i nie ściągając różowych kąpielówek odchyliła tylko tę część, która zakrywała jej cipkę, przywarła do mnie mocno, objęła, przycisnęła moją głowę do swojego ramienia i zaczęła.... sikać. Poczułem jak gorący strumień spływa na moją pałę, a potem między naszymi udami, na kolana, stopy, wszędzie. Ona trzymała mnie delikatnie cały czas, oplatając swoimi pachnącymi włosami, a mój penis spokojnie opadł do swojej bazowej pozycji. Uczucie napięcia zamieniło się we mnie w uczucie błogiej miłości i spokoju, wyszedłem z kabiny i podszedłem do pisuaru, nie wiadomo właściwie czemu, bo mógłbym przecież zrobić to samo pod prysznicem, grunt, że gdy skończyłem Marika owinięta w biały ręcznik wyciągnęła do mnie dłoń i wróciliśmy do pokoju. W pokoju czekała Gege kompletnie naga, stojąca przed zmiętą różową pościelą na wielkim dwuosobowym łóżku. Jej pozycja okazywała chęć dominacji, a jednocześnie harmonię, a może nawet odrobinę kobiecej słabości, co zdradzał układ jej rąk. Prawą rękę Gege trzymała na udzie jakby przygotowaną do zakrycia swojego idealnie wygolonego wzgórka łonowego, lewą na obojczyku jakby przed chwilą zdjętą z małych urokliwych odstających suteczków. Bawiła się ta rączka teraz jej kasztanowymi włosami, a jednocześnie przygotowana była na zakrycie piersi lub wręcz przeciwnie, na śmiałe wyciągnięcie w moim kierunku. Obok Gege stała Suzi, ze swoją rozmarzoną buzią, wydętymi usteczkami i oczywiście swoim przenikliwym, świdrującym wzrokiem. Suzi była ubrana. Gdy koło dziewczyn stanęła ich czekoladowa towarzyska w swoim białym ręczniku, który podsunął się do góry już tak bardzo, że byłem pewny, że zrównał się z rozkosznymi fałdkami jej cipki, które już miałem okazję poczuć przez chwilę na sobie, spojrzałem w kierunku Suzi i jak na chama i prostaka przystało mój wzrok zatrzymał się na jej dżinsach bez paska i szlufek, jakbym chciał powiedzieć - Ciebie brakuje mi do kompletu. Wyszło fatalnie, ale przywykłem już pomału do tego, że dziewczyny czytają mnie jak otwartą księgę. Suzi błyskawicznym ruchem, nie odrywając wzroku od moich oczu, rozpięła w nich króciutki zameczek, który wszak nie odsłonił niczego, bo służył jedynie do zwiększenia obwodu spodni w talii... Suzi wybuchnęła śmiechem, a Gege i Marika uśmiechnęły się również. Nim dotarło do mnie, że stałem się na chwilkę obiektem wyrafinowanej drwiny, Gege podeszła do mnie znowu blisko, jak tam na zewnątrz i ponieważ była najwyższa z nich jej usta znajdowały się prawie na wysokości mojego podbródka, zaczęła wolno i miarowym oddechem, który znowu zniewolił mnie zapachem jej dziecinnej gumy balonowej, układać słowa: You definitely need a good sleep, but we are also tired, and want to sleep well, but we are always together... Tell me, will You be able to drive tomorrow thousand kilometers with us? Moje serce waliło już jasno, głośno i otwarcie, a penis nawet przez spodnie odstawał na tyle, że dotykał podbrzusza Gege, czego ona pewnie była świadoma, bo zatrzymała się dokładnie w takiej odległości. Ale my jesteśmy kobietami każda z osobna i chcemy Cię mieć każda z osobna. Założyłyśmy się, która będzie pierwsza, Marika jest Munchen, Suzi jest Berlin, a ja jestem po drodze, dlatego chcę Cię mieć pierwszego, będziesz się kochał, tak ze mna po prostu, no prosto w cipkę, bez żadnych ceregieli? Z wytryskiem w cipkę, tak bez niczego? Ale nie bój się, jesteśmy na tabsach wszystkie. Tak?.. W tym momencie czułem wargi Gege na swoich, włosy Gege na swoich policzkach i gorąco jej warg sromowych na swoim brzuchu. Mój penis, dotykał delikatnie jej pupę między pośladkami. Gege delikatnie pulsowała przyciskając swój brzuszek do mojego, że czułem niemal gorąco jej piersi, chociaż te muskały tylko moje włosy na klacie. włożyłem dłoń między jej pośladki i delikatnie dwoma palcami rozchyliłem jej muszelkę pełną soczków. Było tak mokro, że czułem tylko wielką śliskość i ciasność zarazem, bo była to w gruncie rzeczy drobna i chuda dziewczynka. Kiedy gorąco Gege rozlewało się po moim podbrzuszu, a fałdki jej pochwy ślizgały się miarowo po moim penisie, Marika i Suzi usiadły razem z nami na łóżku, Marika chwyciła mnie za prawą rękę, Suzi za lewą i było w tym uścisku coś niebywałego, coś totalnie rozbrajającego, co czyniło mnie bezbronnym, niezdolnym do najmniejszego oporu, a jednocześnie przydawało dziwnego wigoru, nic więc dziwnego, że po chwili Gege po raz kolejny ześlizgując się po mojej pale jęknęła cicho, potem głośniej, jej wargi ścisnęły mnie mocno i fala gorących soczków wylała się na moje jądra, oziębiła się po chwili, a poźniej znowu ogrzała, gdy Gege padła na mnie bez ruchu, a mój drgający kutas wypadł z jej cipki rozlewając wszędzie po mnie i po niej i łóżku nasienie. Suzi wzięła do buzi moje klejnoty, Marika penisa i naprzemian fala chłodu i gorąca zabrały wszystko, a ja poczułem się przez chwilę jakby mój mózg zastępczy przestał w ogóle istnieć. Sprawdziłem, czy wszystko gra i po chwili leżeliśmy już we czwórkę pomieszani w zapachy ręcznika Mariki, Gumy Gege, która ciągle nie otwierała oczu i perfum Suzi, która w ogóle nie rozebrała się nawet. Nie minęło 15 minut tej błogości, gdy poczułem którąś zwinną rączkę na moim kroczu. Gege ocknęła się z letargu i zadziwiającą lubością całowała mnie długo i przeciągle w usta. Jej włosy opadały mi co jakiś czas na twarz (Suzi wpatrywała się we mnie z lubością leżąc po lewej stronie) i myślałem, że to rączka Gege dotyka mnie tam, tymczasem to Marika, która siedziała teraz skulowa w ręczniku błądziła sobie to tu to tam jak dziecko z zabawką. Widok jej wystających ciemnych czekoladowych pośladów z białego ręcznika sprawił, że nagle niczym uderzenie adrenaliny poczułem przypływ gwałtownego pożądania i wyobraziłem sobie jak moja wielka pała wdziera się ciemną cipkę Mariki, ciemną nieco szorstką, ale elastyczną, bo Marika nie wylądała mi na dziewicę, a na nieźle zaprawioną w seksualnych bojach nimfomankę. Marika musiała instynktownie wyczuć ten zew, bo wygięła się nagle niczym kocica i nie zdejmując białego ręcznika zobaczyłem jej wypiętą pupę, a pomiędzy pośladkami widocznie odstające fałdki niewielkiej, ale niezwykle umięśnionej cipeczki.Już na pierwszy rzut oka widać było, że wjeżdżał w nią już niejeden twarty kutas, a ona chłonęła każde przeżycie przyglądając się z każdym razem na nowo swoimi głębokimi niebieskimi oczami... Gege zeskoczyła ze mnie i chwyciwszy Marikę za pupę szepnęła do mnie: pierdol ją na ostro, tak jak najbardziej lubi, najlepiej załóż gumę, żeby było większe tarcie. Rzuciłem się do swoich spodni, gdzie zawsze miałem pod ręką XXL kondomik, rozpakowałem, dziewczyny pomogły mi nasunąć na pałę i rozepchnąłem swoim kutasem pochwę Mariki. Nie była tak mokra jak Gege wcześniej, ale wilgotna i czułem nieco szorstki ruch swojego penisa coraz głębiej i głębiej w jej wnętrzności. Po chwili Marika wyprostowała się nieco na rękach i miziając mnie swoim języczkiem uderzała ostro pupą o moje lędźwie, a ja dymałem ją czując jak mój niemały bądź co bądź penis penetruje ją po same jajeczka. Marika zaczęła się drzeć, charczeć, krzyczeć, Gege ustawiła się z tyłu tak, że tylko słyszałem jej sprośne rozkazy jak mam posuwać Marikę, a Suzi oparła się o ścianę i patrzyła już nie z lubością tylko z dziecinnym zainteresowaniem i czułem, że jest to dla niej coś nowego, czego może jeszcze nie przeżyła, co podnieciło mnie jeszcze bardziej, wpiłem się rękami w pośladki Mariko, wtedy ona opadła piersiami na łóżko, a wypięta pupa uderzała teraz pod zupełnie innym kątem chowając na całej długości mojego penisa. Dziwny poryw sadyzmu naszedł mnie w tym momencie i palcami rozciągnąłem jeszcze jej dziurkę, przez chwilę myśląc, że zrobię jej krzywdę, Mariko wydała jednak tylko płaczliwy krótki odgłos i widząc, że jestem blisko pomogła sobie paluszkami, a ja zerwawszy szybkim ruchem gumkę przycisnąłem błyskawicznie penisa do jej pośladków i wytrysnąłem na drgającą w spazmach pupę... Niebieskie oczy Mariko spoglądały na mnie z łóżka już nie czarodziejsko, nie magicznie, tylko jak oszalałe zwierzę i poczułem się niepewnie, odrobinę nawet zagrożony, tym co zobaczyłem, więc chwyciła mnie, przyciągając do siebie, objęła mocno i tak tarzaliśmy się raz w jedną to raz w drugą stronę, aż z oczu czekoladowej tygrysicy wyparowała po woli cała agresja, która ustąpiła miejsca łagodnemu odurzeniu, wtedy Marika uśmiechnęła się do mnie lubieżnie i patrzyła zezując sobie z lekka, a jej serducho waliło, że widziałem autentycznie jak podnosi się skóra na jej tętnicy szyjnej. Szok! Nie pamiętam ile to trwało, Mariko leżała jeszcze tak długo trzymając rączkę nie wiedzieć czemu na mojej stopie, ja siedziałem po turecku na łóżku, Gege przyniosła coś do picia, natomiast Suzi patrzyła jak poprzednio, z lekkim zaciekawieniem, ubrana dalej o dziwo w swoje nietypowe dżinsy i rozciętą na rękawie bluzkę w krateczkę. Sytuacja była dość niezręczna, bo przez chwilę wydawało mi się, że rzuci się na mnie tak jak Mariko, a ja nie byłem jeszcze gotowy na dalsze harce. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Normalnie podjałbym rozmowę, ale spojrzenia dziewczyn były tak frapujące, że jak narkoman wciągałem je całym sobą bez końca upajając się tą chwilą, tym niesamowitym zrządzeniem losu na tym cholernym prowincjonalnym zadupiu, gdzie nawet nie było czego zjeść, a co dopiero wydymać. Było już dobrze po północy, w zajeździe panowała cisza, jedyny człowiek z recepcji poszedł już dawno swoją codzienną manierą spać nie widząc sensu zajmowania się czymkolwiek o tej porze dnia i roku. Teraz zauważyłem dopiero ładny prostokącik czarnych mocnych włosków na podbrzuszu Mariki, które miarowo unosiło się wraz z jej wyrównanym już oddechem. Dziewczyny znowu zauważyły na czym skupiona była moja uwaga, bo Gege zapytała, jakie kędziorki ma wg. mnie na podbrzuszu Suzi. Trochę zaskoczyło mnie to pytanie, bo chociaż byłem estetą w tych sprawach i niejednokroć rozwodziłem się przy jakichś onieśmielonych naszymi dyskusjami dziewczynach o dopasowaniu kształtu fryzurki intymnej do linii ud, krzywizny brzuszka, a nawet linii nosa i brwi, tak tym razem zbity z tropu dziwną manierą rozgryzania mnie przez Suzi poczułem totalną pustkę w głowie, lecz spojrzawszy na linię związania jej bioderek zawyrokowałem, że musi to być linia V, bo Suzi nie ma odstającego wzgórka łonowego jak Marika, ani szczupłych wysokich nóżek jak Gege, co czyniłoby np. fryzurkę prostokątną zbyt kanciastą w odniesieniu do całej sylwetki. Nie wiem, czemu, ale szybko zyskałem silne przekonanie o słuszności swojej teorii, na co Gege tylko parsknęła śmiechem, co weszło mi na mą ambicję i zacząłem chyba zbyt nerwowo bronić tej koncepcji, bo Suzi ni stąd ni z owąd przemówiła i powiedziała z rozbrajającą szczerością, że ona nie goli cipki, bo uważa, że dostała ją od Stwórcy w zupełnie fajnym kształcie. Chcesz zobaczyć? Spytała. Tak. To zobacz sobie, powiedziała powoli, jakby recytując wierszyk na zakończenie roku szkolnego a ja z nabożeństwem dotykając jej bioder zacząłem zsuwać te dziwne dżinsy z niskim stanem. Boże, jakie to było ujmujące doznanie! Najpierw zobaczyłem koronkowe majteczki, ale żadnej fryzurki prześwitującej pod nimi. Suzi obróciła się szybko na brzuch, żeby utrudnić mi zadanie i kiwała tylko pośladkami na prawo i lewo prowokując mnie do ściągnięcia jej majteczek. Zsunąłem jej powoli z pośladków, paluszkiem odciągnąłem środek z fałdek, ale nie zobaczyłem żadnych kędziorków. dopiero Suzi zsunąwszy całą dolną garderobę i odwróciwszy się z powrotem na plecy pokazała mi swój wzgórek w całej okazałości na którym lśniły blond jasne niezbyt gęste włoski. Układały się raczej w owal, aniżeli wielokąt, co dodawało jej jeszcze dodatkowo niewinności. Zacząłem mimowolnie pieścić ją palcami, ale na Suzi nie robiło to większego wrażenia. Ona jest jeszcze dziewicą - powiedziała nagle Gege uśmiechając się ku memu osłupieniu. Ale możesz spróbować języczkiem. Suzi przytaknęła, tak spróbuj, chcę zobaczyć jak to jest. Powoli delikatnie, koniuszkiem, zabrałem się za jej rozkoszne delikatne fałdki. Na Suzi nie zrobiło to jednak większego wrażenia. Dziewczyny, tzn. Gege i Marika przycupnęły teraz za moimi ramionami i trzymając mnie przyglądały się z zainteresowaniem mojej technice. Suzi wpiła ręce w moje włosy, rozwarła powoli nóżki, że liżąc jej dziurkę wdziałem to, czego być może nie pokazała jeszcze nikomu. Biło od niej ciepło, ciepło tak mocne, że przez chwilę miałem wrażenie, że to przez nie nie potrafię dać jej żadnej różnicy z otoczeniem. Suzi odpadła powoli na poduszkę, ja walczyłem jeszcze kilka, może kilkanaście minut, by zobaczyć ze zdzwieniem, że Suzi... zasnęła! Dziewczyny naciągnęły na całą naszą czwórkę kołdrę i ja leżąc z głową na łonie Suzi, Marikę mając przytuloną do moich plecków, a Gege wtuloną od przodu powoli odpłynałem do krainy zamieszkałej przez nieznany mi do tej pory gatunek nimf... Obudziłem się zmarznięty na kość. Mokry śnieg zacinał o szyby Chrystusa, bębnił o skórzany dach, a ja mimo dobrego śpiwora i miękkiej poduszki na granatowych pluszach tyniej kanapy nie mogłem przemóc uczucia zimna. Spojrzałem na zegarek, była piąta zero pięć. Do szczecina było jeszcze ze sto kilometrów, zatem pora była jechać, aby przed porannym szczytem przejechać granicę państwa. Oczywiście nigdzie nie było żadnego zajazdu, tylko niewielka stacja benzynowa bez kibla i parking dla TIRów, na który jeszcze wczoraj przysypiając zjechałem. W Kalafiorze na przedmieściach Szczecina zrobiłem zakupy na drogę, kupiłem Euro wydając wszystkie złotówki i zalałem do pełna bolida w najtańsze już teraz paliwo. Nabyłem dodatkowo dwie zapiekanki i chciałem je skonsumować przy stoliku, ale zapach dwóch kloszardów skutecznie wygonił mnie na barierkę na zewnątrz. Psiarnia zgarniała jakiś dwóch podejrzanych typków migając kogutem w porannym słońcu. Dogrzałem mój posiłek w jego promieniach i to byłoby wszystko, co wywiozłem z Polski. Pod Berlinem udało mi się jeszcze zatankować gaz, za to pod Lipskiem stanąłem już na Autohofie tylko proforma, bo podejrzewałem, że tu już będzie z tym słabo. Pstryknąłem sobie komórką zdjęcie mapy Niemiec na witrynie, gdy podeszła do mnie szczupła dziewczyna o kasztanowych włosach i bezceremonialnie zapytała: Fahren Sie nach Munchen? Nein, Nurnberg. Och, kann sein... Aber wir sind drei. - Aber meine vier Platze sind immer frei - odparłem wyszczerzając się i wrzucając rozwinięty śpiwór razem z gitarą w przestrzeń przeznaczoną do składania miękkiego dachu, którego nie miałem zamiaru otwierać do wiosny.

© Wojciech Marchaj 2005    Powered by Free Site Templates


Podoba Ci któraś z powyższych stron? Chciałbyś mieć podobną? Zrobię taką stronę dla Ciebie!