POlska w 2017 roku

Obserwując ciąg bieżących wydarzeń i przewalających się "przejściowych problemów" mam nieprzyjemność przedstawić Wam natchnioną jednym takim komentarzem w sieci (którego autora już nie pamiętam) wizję, jak będzie wyglądała POlska za 5 lat. Jest rok 2017. Zimną listopadową noc rozświetlają nieliczne światła chińskich lampek solarnych, ładowanych za dnia od promieni słonecznych. Latarnie uliczne nie świecą się już praktycznie nigdzie, oprócz pojedynczych żarówek na największych skrzyżowaniach, które pracują od wielu miesięcy tylko w trybie awaryjnym. Prąd stał się trudno dostępnym dobrem. Wyłączenia są na porządku dziennym, zdarza się, że nie ma go w centrach dużych miast nawet 2-3 dni. Jeżeli prądu nie ma dłużej niż tydzień, całe dzielnice okupują wtedy rejony energetyczne, gdyż po miesiącu linie przeważnie są rozkradane i nigdy nie odbudowywane. Powodem przerw w dostawie są braki w zaopatrzeniu w węgiel, nawet w głównych wojewódzkich elektrowni, których pracownicy ryzykując dożywociem wynoszą węgiel na czarny rynek, gdzie koszt tony węgla oscyluje między 4-5 tysiącami złotych. Węgiel krajowy idzie w całości do Niemiec na mocy porozumienia danzig 2012. Porozumienie to podpisał premier Tusk z Angelą Merkel po przedłużającej się i trwającej już 3 lata inwazji Usraela na Iran, gdzie obama walczy z Nowym Terroryzmem, który wywindował skutecznie cenę ropy do 500 USD za baryłkę. Benzyna jest czymś nieosiągalnym dla przeciętnego człowieka. Jej cena wynosi obecnie na oficjalnym rynku 53 zł/litr, jednak stacje są pozamykane, bo i tak jej tam nikt nie kupuje. Benzynę sporadycznie można kupić na stacjach gdańskiego lotosu w cenie 97 zł/litr i wówczas ustawiają się długie kolejki samochodów bogatych ludzi, Porsche Cayenne, Toyoty Land Cruiser, Lexusy S... Na tę okoliczność weszła w życie ustawa z 2014 roku zabraniająca handlu pojazdami mechanicznymi z zawartością zbiornika paliwa większą niż 5% fabrycznej objętości. Ukróciło to spekulację i nielegalny handel benzyną ukrytą w rzekomo sprzedawanych samochodach. Szeroko o tej sprawie pisały krajowe media. Komunikacja autobusowa praktycznie nie funkcjonuje, tam gdzie były pociągi, jeżdżą one nieregualrnie, ale jak podjeżdża skład odbywają się dantejskie sceny, ludzie biją się po twarzy, czepiają poręczy, siedzą na dachach, zderzakach... Z podmiejskich osiedli wzdłuż dróg widać długie sznury rowerzystów i pieszych. Tak pracownicy docierają teraz do swoich biur, maszerując często po 20 km dziennie. Często słyszy się rozmowy starszych ludzi, stojących w kolejkach po wszystko: za okupacji, żyło się lepiej. Te poglądy zwalczane są jednak na forach internetowych przez pokolenie młodych maszerujących z laptopami na ramieniu wzdłuż pokruszonych wiaduktów, zardzewiałych torów, zabłoconych od nieużywania asfaltów. Nazywa się ich pogardliwie pokoleniem pół litra, albo półlitrzakami, gdyż za swoją dniówkę mogą kupić teoretycznie pół litra benzyny.? Wieczorami w co bogatszych osiedlach domów jednorodzinnych pieką się na ogniskach kartofle oraz mruczą leniwie chińskie agregaty, których spalanie zeszło już do 100 ml benzyny na godzinę pracy. Na osiedlach bloków furorę robi wynalazek Jana Pietruszki, który skonstruował amatorski konwerter pracy osiedlowej siłowni na energię elektryczną przy pomocy sprzężonego zestawu kół zamachowych od Trabanta, co wywindowało cenę silnika tego pojazdu do niebotycznej wysokości ceny tony węgla. W internecie pojawił się szereg poradników jak zbudować taki konwerter naśladujących oryginalną prezentację Pietruszki, sam Pietruszka jednak zniknął i podobno został aresztowany za żywotne zagrożenie interesu państwa oraz przestępstwa karnoskarbowe i skazany na dożywocie (Prąd z sieci został w 2013 roku obciążony przez ministra finansów akcyzą wysokości 9,8 zł za kWh), niewiadomo jednak, gdzie go osadzono. Grupa internetowych entuzjastów skierowała skargę w trybie odwoławczym do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu, ten jednak ze względu na niejasności w materiale dowodowym (zaszyfrowany dysk Pietruszki nie został do tej pory odszyfrowany) skierował sprawę ponownie do sądu pierwszej instancji tj. Sądu Okręgowego w Sochaczewie, który jednak zawiesił działalność ze względu na kradzież jedynej linii energetycznej prowadzącej do Sochaczewa.? Budowa przydomowych elektrowni wiatrowych jest obecnie regulowana przez spec ustawę uchwaloną również w 2014 roku, która określa tzw. kwoty obrotowe, które stwierdzają ile dany posiadacz wiatraka może nakręcić obrotów w danym progu podatkowym. Jeden pełen obrót łopat jest opodatkowany obecnie w pierwszym progu sumą 15 groszy, a w najwyższym nawet 1,2 zł i przez błędy w trakcie konsultacji społecznych nie zależy od jego średnicy (ustawodawca przeoczył ten aspekt techniczny), co powodowało budowanie wiatraków gigantów przez domorosłych majsterklepków biedaków, z których największy, postawiony przez Krzysztofa Łopatkę liczył sobie kilometr średnicy śmigła i zbudowany był w całości z przetopionych woreczków foliowych na konstrukcji drewnianej wieży. Łopatka pobił swoim wiatrakiem kilka rekordów guinessa, jednakże jemu również wytoczono sprawę karno-skarbową, na podstawie interpretacji spec ustawy przez najjaśniejszą izbę karnoskarbową z siedzibą w Bydgoszczy. Łopatka jednak uciekł zawczasu ukryty w ładowni kontenerowca Emma Maersk w kontenerze z polskimi kartoflami płynącymi do ekwadoru, w którym po napotkanym sztormie dryfował około 5 tygodni po zatoce meksykańskiej. Sprawa obiła się szerokim echem w światowej prasie, po tym jak przy udziale amnesty international z chin wyciekł nawet filmik, który ktoś wrzucił na chińskiego jutuba, z akcji ratunkowej wyłowienia Łopatki, na którym widać napis na kartonie: "free energy for america inside", a z drugiej "K(eep) A D(irty) H(ands) A(way) F(rom) I(ran)" nie pomogło to jednak samemu uratowanemu uratować się przez amerykańskim wymiarem sprawiedliwości. Łopatka po rychłej ucieczce z amerykańskiego więzienia na Kubę jest poszukiwany międzynarodowym listem gończym. Tyle media.? Nowym zawodem, popularnym wśród emertyów stał się tachowiarz, którego zadaniem jest liczyć obroty przydomowych turbin i ewidencjonować je na potrzeby miesięcznych zeznań dla posiadaczy. Tachowiarz państwowy ma ponadto zezwolenie na reprezentowanie podatnika przed organem i nie jest wymagana rewizja jego wyliczeń w przeciwnieństwie do tachowiarza niepaństwowego. Dostęp do zawodu tachowiarza został poważnie ograniczony przez środowiska tachowiarskie na skutek licznych przekłamań i przeinaczeń w trakcie składania zeznań, gdy tachowiarz był jeszcze nielicencjonowany. Pamiętnej zimy 2015, gdy ludzie dogrzewali się przy wiatraczkach "na dziko" powołane zostało centralne biuro antyprzekręceniowe, którego zadaniem było wyłapywanie nierejestrowanych obrotów i sprzedajnych tachowiarzy. Wiele osób poszło wówczas za kratki, wielu też stawiało czynny opór, dlatego szybko funkcjonariusze CBA2 zostali wyposażeni w pistolety gazowe, kije bejsbolowe, oraz lassa blokujące turbiny.

© Wojciech Marchaj 2005    Powered by Free Site Templates


Podoba Ci któraś z powyższych stron? Chciałbyś mieć podobną? Zrobię taką stronę dla Ciebie!